piątek, 10 sierpnia 2012

Przeczytane kiedyś tam, przed blogiem...

Nie mam w zwyczaju czytania książek po raz kolejny. Raczej wychodzę z założenia, że życie jest zbyt krótkie, a świetnych książek zbyt wiele i po prostu szkoda czasu na czytanie po raz drugi tej samej pozycji. Niemniej nie wykluczam, że np. za dziesięć lat powrócę do Chłopów Reymonta czy któregoś z tytułów Jane Austen... Póki co skupiam się na tym, czego nadal nie znam. Chciałabym Wam jednak  przedstawić kilka(naście) tytułów, które czytałam kiedyś tam (niedawno, dawno i jeszcze dawniej) przed blogiem, a które pozostawiły w mojej głowie i sercu pewien ślad. Nie każdą z tych książek dobrze teraz pamiętam, wspomnienia się zacierają z biegiem czasu... Teraz już nawet nie umiem powiedzieć, o czym niektóre z tych książek dokładnie opowiadają... I chyba dlatego założyłam bloga - żeby pamiętać. 

Szczerze polecam!











Na pewno część książek już znacie i dawno je czytaliście. Napiszcie o tym, bo sama jestem ciekawa!

wtorek, 7 sierpnia 2012

"Deklinacja męska/żeńska" - Hanna Cygler


Wydawnictwo: Rebis
Stron: 311

Obiecałam, że powrócę do trylogii Hanny Cygler i słowa dotrzymałam. Nawet prędzej, niż bym się tego spodziewała. Druga część historii  - Deklinacja męska/żeńska - wciągnęła mnie równie szybko, równie mocno i równie wielki zostawiła niedosyt po przeczytaniu ostatniego akapitu, co Tryb warunkowy. W tym tomie autorka zmieściła dekadę z życia głównej bohaterki - dekadę ważną zarówno dla Zosi, jak i dla Polski. Dojrzewa na oczach czytelnika ta wyjątkowa dziewczyna, staje się kobietą świadomą, ale wciąż chwilami zagubioną i pełną strachu. Zmienia się kraj, w którym przyszło jej żyć, a te zmiany nie wszystkim wychodzą na dobre...

Autorka zaczyna tam, gdzie skończyła w pierwszym tomie. Zosia stoi nad grobem Marcina i próbuje ułożyć sobie dalszy plan na życie. Jak się okaże - w tym życiu ważną rolę odegra Witek, do którego dziewczynę ciągnęło od dawna. Jednak zanim para bohaterów będzie mogła się sobą nacieszyć, to czeka ich długa droga do siebie - droga pełna nieporozumień, zbiegów okoliczności i politycznych zawirowań. Moment ponownego spotkania okaże się tylko kolejnym punktem zwrotnym. Dużo będzie się działo w życiu panny (?) Knyszewskiej. Dużo będzie się działo w tym czasie w Polsce. Sporo można się z tej książki dowiedzieć o przełomie '89 roku, zdecydowanie bardziej zostało rozbudowane owe polityczne tło niż w części pierwszej. Nadal jednak bez nachalności i publicystyki, a jako część rzeczywistości, w której żyją bohaterowie.

Tym razem autorka postanowiła oddać głos także innej postaci - narracja jest prowadzona przemiennie przez Zosię i Witka. Podoba mi się ten zabieg, bo pozwala spojrzeć na daną sytuację z dwóch perspektyw, a szczególnie pod koniec książki ta podwójna perspektywa silnie oddziałuje i jest rzeczywiście ważna. Poza tym nie zauważyłam jakiegoś konkretnego odstępstwa od stylu Trybu warunkowego, co mnie cieszy, bo historia życia Zosi Knyszewskiej nie potrzebuje wyszukanej formy - wystarczy, że samo to życie jest już dość skomplikowane.

Książkę czyta się naprawdę błyskawicznie. Czasem mnie ta Zośka wkurzała, czasem bawiła, ale generalnie ją polubiłam. Na samym finale ryczałam jak bóbr, ale widać tą nadmierną emocjonalność mam wspólną z główną bohaterką. Hanna Cygler tak żywo nakreśliła tę historię i wszystkie postaci, że aż trudno mi uwierzyć, że to jedynie fikcja literacka... Czekam, czekam z niecierpliwością na ostatni tom trylogii. Tylko co ja zrobię po przeczytaniu całości? Zapewne będę tęsknić. Tak jak tęskni się za dobrymi znajomymi...

Moja ocena: +5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

środa, 25 lipca 2012

"Top modelka. W sidłach kariery" - Richard Green


Tłumaczenie: Miljenko Grubesa
Wydawnictwo: Promic
Stron: 166

Liczyłam na ciekawą opowieść z modą w tle. Liczyłam, że autor mnie zaskoczy i pokaże, że na zaledwie 166 stronach można stworzyć wartościową historię. Niestety - ta książka należy do tych, o których za chwilę po przeczytaniu zapomnę. A nawet gorzej - chcę zapomnieć. Top modelka. W sidłach kariery okazała się dla mnie wielkim nieporozumieniem, ale może są i tacy, którym ta książka przypadnie lub przypadła do gustu. Ja do nich na pewno nie należę.

Zaczęło się nawet ciekawie: znany fotograf odrzuca wymarzony kontrakt od "Vogue'a", bo jego dziewczyna ma radykalne feministyczne poglądy. Znajomi mężczyzny pukają się w czoło, ale on jest zdecydowany i zakochany. Miłość do Sary jest dla niego ważniejsza od kariery, ale gdy dostaje fantastyczną propozycję od Chanel, to ambicja nie pozwala mu na rezygnację. W międzyczasie wpada w śpiączkę mama Jacoba, z którą ten nie utrzymuje bliższych kontaktów. Główny bohater przechodzi na kartach książki ogromną przemianę - zamiast brać, zarabiać i zdobywać, zaczyna dawać, pomagać oraz rozwijać się duchowo. 

Pomysł był, potencjał też, ale z wykonaniem poszło już autorowi gorzej. Brak w tej historii racjonalnego związku przyczynowo-skutkowego. Wydarzenia nie wynikają z siebie wzajemnie. Rozdziały są krótkie, następują co chwilę zmiany, kilkuletnie przeskoki naprzód. Akcja w jednym wątku pozostaje nierozwinięta i już czytelnik przenosi się dalej. Narracja także się zmienia - robi się chaos. Kolejne wydarzenia są słabo umotywowane, dlatego próżno szukać tu jakiegoś prawdopodobieństwa. Bohaterowie są sztuczni, pretendują do miana postaci o głębokim wnętrzu, ale zupełnie mnie do siebie nie przekonują. Nie wierzę im, nie wywołują we mnie żadnych uczuć poza obojętnością. Brak w nich autentyczności. I zdecydowanie nie przekonuje mnie też język, którym się posługują - okrągłe słowa niczym u Coelho, które znaczą wszystko, a przez to znaczą właściwie nic. Mam wrażenie, że autor chciał powiedzieć za dużo naraz, a przez to powiedział zbyt mało i zbyt nieskładnie. I jeszcze ten tytuł - kompletnie nieadekwatny do całej historii, ale chwytliwy.

Sens tej książki (jak ja go odczytuję) to zwrócenie uwagi na rzeczy najważniejsze: miłość, rodzinę, wiarę. Autor stara się pokazać na przykładzie przemiany Jacoba, że świat materialny, świat fleszy, pieniędzy i kariery jest nieistotny. Człowiek powinien skupić się na tym świecie duchowym, na dawaniu siebie innym, na podtrzymywaniu więzi rodzinnych, na samorozwoju, na swoim wnętrzu. Niestety w tej książce ów problem został jedynie ogólnikowo zarysowany i nie sądzę, aby jakiś czytelnik zmienił własne podejście do życia po przeczytaniu Top modelki. W sidłach kariery.

Moja ocena: 2/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Promic.

niedziela, 22 lipca 2012

"Listy z jeziora" - Agnieszka Korol


Wydawnictwo: Promic
Stron: 311

Ta książka leżała na mojej półce już dość długo, a jej czas nadszedł wraz z krótkim urlopem i wyjazdem na Opolszczyznę. A dokładnie to wraz z powrotem, który trwał trzy godziny dłużej, niż powinien... No ale nie o kolejowych historiach mam tu pisać, a o Listach z jeziora Agnieszki Korol - książce całkiem ciekawej, dobrej na podróż, jednak w moim odczuciu pozbawionej "tego czegoś".

Autorka zaprasza czytelnika do pensjonatu położonego nad mazurskim jeziorem. Do małego miasteczka - Szarugi - w którym życie biegnie niespiesznie, a mieszkańcy i przybyli goście mają swoje mniejsze i większe sekrety, marzenia, problemy... Ktoś się zakochuje, ktoś inny ma ojca brutala, a jeszcze ktoś inny próbuje odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Główny wątek jest osnuty wokół tajemniczych listów w zielonych kopertach, które niemal codziennie otrzymuje właścicielka pensjonatu - Irena Szarada. Autorem listów zdaje się być jej zmarły przed ponad dwudziestu laty mąż, którego ciała jednak nigdy nie odnaleziono...

Bardzo spodobał mi się pomysł na tą książkę - motyw małego miasteczka i intrygujących listów. I choć generalnie naprawdę dobrze czytało mi się Listy z jeziora, to jednak było tu wiele elementów, które mi "nie grały", a przez to sama książka nie pozostanie raczej długo w mojej głowie. Mimo właściwie kryminalnego wątku nie odczułam napięcia, może jedynie pod koniec byłam trochę zaciekawiona... Postaci zostały nie tyle przedstawione, co zarysowane. Są bardzo schematyczne, brak im jakiegokolwiek podłoża psychologicznego czy umotywowania. Szkoda, bo kilku bohaterów to interesujące figury. Sama główna bohaterka nie wzbudziła we mnie żadnych szczególnych uczuć, właściwie była mi obojętna. Z większą chęcią śledziłam poczynania drugoplanowych postaci, aniżeli protagonistki utworu.

Książkę budują dialogi. W moim odczuciu było to co najmniej trzy czwarte książki. Myślę sobie, że to nawet ciekawy zabieg, ale też chyba wygodny, bo oddajemy postaciom głos i nie martwimy się resztą. Ale właśnie ta "reszta" jest ważna, bo w pewnym momencie miałam wrażenie, że czytam scenariusz, a nie książkę. Brakowało mi narracji oraz jakiegoś pośredniego komentarza odautorskiego. Chyba pierwszy raz spotkałam się z takich stylem pisania i wiem już przynajmniej, że zdecydowanie preferuję przewagę tekstu ciągłego nad dialogami. Albo jakąś logiczną równowagę.

Czytam to, co napisałam powyżej i dochodzę do wniosku, że ta moja recenzja wyszła jakaś taka "krytykancka", a wcale nie to było moim zamiarem. Pomimo tych różnych niedociągnięć i rzeczy, za którymi w książkach nie przepadam, pomimo tego, że nie było to arcydzieło, ani nie wywołało we mnie skrajnych emocji, to darzę tą książkę dużą sympatią. Dobrze mi się ją czytało, historia mnie w sumie wciągnęła, znalazły się tu dwa świetne motywy (małe miasteczko i listy), a rozwiązanie nie było oczywiste. Poza tym Agnieszka Korol sprawiła, że moja najgorsza podróż PKP nie była "aż taka" najgorsza.

Moja ocena: 4/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Promic

oraz w ramach projektu Rozmawiajmy.


sobota, 14 lipca 2012

"Tryb warunkowy" - Hanna Cygler


Wydawnictwo: Rebis
Stron: 273

Wystarczyło jedno spojrzenie na okładkę książki i informacja o tym, że główna bohaterka ma na imię Zosia, abym była "kupiona" przez Tryb warunkowy i Hannę Cygler już na wstępie. Bo cóż poradzę na to, że kolor zielony jest tym przeze mnie ulubionym, a "Zosia" to imię, które już dawno temu wybrałam dla swojej przyszłej córki? To spotkanie po prostu musiało być wyjątkowe i udane. A raczej - wyjątkowo udane. Intuicja mnie nie zawiodła. Rzadko zdarza mi się nie oderwać od książki przez całą podróż pociągiem, ale tak było tym razem. Relacja Toruń-Poznań długi czas będzie mi się kojarzyć z Zosią Knyszewską.

Książka ma ciekawą historię. To debiut literacki autorki (nieznanej mi wcześniej zupełnie, ale błąd ten na pewno naprawię!), która zaczęła książkę pisać w 1985 roku, ukończyła ją w 1997, a pierwsze wydanie Trybu warunkowego miało miejsce dopiero w 2004 roku nakładem Wydawnictwa Kurpisz. Nie przeczytałabym pewnie jeszcze długo tej książki, gdyby nie to, że Dom Wydawniczy Rebis postanowił wznowić całą serię o rezolutnej Zośce. Bo nie wspomniałam jeszcze najlepszego - Tryb warunkowy to pierwsza część z trzech (w kolejności są jeszcze: Deklinacja męska/żeńska i Przyszły niedokonany), które opowiadają o życiu pewnej gdańszczanki i różnych w tym życiu rewolucjach.

Pierwsza część obejmuje studenckie lata Zosi. Poznajemy dziewczynę w przełomowym dla niej momencie - dniu dostania się na studia (anglistykę) do Warszawy. Dowiadujemy się już na pierwszych kartach książki, że dziewczę od paru lat jest beznadziejnie zakochane w swym starszym kuzynie i właściwie czeka na oświadczyny, bo te studia...to tak niekoniecznie. Jak kubeł zimnej wody działa na Zosię informacja o zaręczynach ukochanego Marcina. Inna historia mogłaby pewnie tak się skończyć - złamanym sercem, pogrzebanymi marzeniami - ale tu to dopiero początek. Zosia zaczyna życie w Warszawie, znajduje przyjaciół, zachwyca mężczyzn swą urodą i rozkochuje w sobie, a także rozwija się, podróżuje i po prostu - dojrzewa. Z niewinnej i nieświadomej dziewczyny staje się pewną siebie i odważną kobietą. Jak to w życiu - z małymi potknięciami. Jej miłosne perypetie rozgrywają się na przemian między dwoma mężczyznami - wciąż nieodżałowanym Marcinem i pociągającym, ale skomplikowanym (a raczej ze skomplikowaną sytuacją rodzinną) Witkiem. A wszystko na tle wydarzeń przełomu lat 70. i 80. Strajki, stan wojenny.

Hanna Cygler znakomicie oddała klimat tamtych czasów. Pokazała inną perspektywę tych dramatycznych wydarzeń. Taką czysto ludzką perspektywę. Oddała ówczesne życie młodych ludzi, ich wzloty i upadki, ich dojrzewanie. Autorka cały czas posługuje się narracją Zosi, dzięki czemu bohaterka jest naszym przewodnikiem po świecie książki. Język utworu jest prosty, naturalny, jak rozmowa z koleżanką. Płynnie przechodzimy z jednego wydarzenia w drugie, z jednego roku w następny, z jednego miasta do innego. Styl autorki oraz przygody (szczególnie te miłosne) Zosi sprawiają, że Tryb warunkowy czyta się po prostu błyskawicznie i aż żal, że tak szybko się kończy. Ale, ale! Jak już wspominałam - to wcale nie koniec. I to jest w tym wszystkim najlepsze! Po zaskakującym finale czytelnik nie chce opuszczać bohaterki. Chce iść dalej jej ścieżkami i sprawdzić - gdzie i do kogo te ścieżki prowadzą...

Moja ocena: +5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

czwartek, 28 czerwca 2012

"Nadzieja" - Katarzyna Michalak


Wydawnictwo: Termedia
Stron: 267
seria z czarnym kotem

O tej książce było głośno od jakiegoś czasu w czytelniczej blogosferze, dlatego czułam, że nie mogę odstawać w tyle i muszę Nadzieję przeczytać. To miało być drugie spotkanie z twórczością Katarzyny Michalak. Po pierwszym - Sklepik z niespodzianką. Bogusia - zostały mi miłe wspomnienia, ale i pewien stereotyp w głowie. Wydawało mi się, że Nadzieja to będzie kolejna pozytywna i prosta historia, która poprawi mi humor, ale i nie wywoła głębszych uczuć. No więc... Będę szczera - ta książka powaliła mnie z nóg. Niezwykła historia, nieprzewidywalne zwroty akcji, mnóstwo dramatyzmu, mnóstwo skrajnych emocji. Po prostu wstrząs. Kupiłam książkę po fatalnym egzaminie. Zasiadłam do niej wieczorem z parszywym nastrojem, a skończyłam...o trzeciej nad ranem z paczką chusteczek i żalem. Że to już koniec historii. Ale i z wdzięcznością za to, że istnieją książki, które potrafią przenieść w inny świat i pomóc zupełnie zapomnieć o realnych troskach.

Nadzieja to opowieść o trudnej miłości Liliany i Aleksieja. O miłości, która była jednocześnie przeznaczeniem, jak i przekleństwem tych dwojga. Ona - drobna, krucha, samotna dziewczynka, półsierota, którą bił okrutny ojciec. On - czarnobylski chłopiec, nieco dziki, odważny, mieszkający z kochającą ciotką. Poznają się w dzieciństwie, a potem co jakiś czas los ich to łączy, to rozdziela. Aleksiej się kształci, wyrasta na niezwykłego młodzieńca, obiecuje ukochanej, że w końcu zabierze ją od ojca tyrana. Ona? Z każdym rokiem stacza się coraz bardziej...

Autorka prowadzi jednocześnie trzy narracje, które się ze sobą przeplatają. Każda została opatrzona inną czcionką, więc łatwo je w książce odróżnić. Po pierwsze - przeszłość: od spotkania w dzieciństwie przez kolejne rozłąki i powroty. Po drugie - pamiętnik Liliany. Po trzecie - teraźniejszość: trzydziestoletnia Liliana, która ucieka przed...? Pod koniec historii przeszłość dogania teraźniejszość. To ciekawy zabieg - to rozbicie narracji - pozwala na stopniowe odkrywanie, łączenie elementów, ale i powoduje wzrost napięcia. Jedna narracja niejako zapowiada drugą. Prowadzą ze sobą dialog, a czytelnik jest tu podglądaczem. 

Prawdę mówiąc nie polubiłam głównej bohaterki, za to Aleksieja pokochałam całym sercem. Ale tu nic nie jest czarne, ani białe, dlatego nie wolno mi oceniać Liliany. Jej wypowiedź o samotności (spotkanie w wynajętym mieszkaniu), to jeden z ważniejszych momentów w tej książce, bo uzmysławia wiele rzeczy. Pokazuje inną perspektywą. Pokazuje prawdziwą samotność i jej tragiczne skutki.

Sama się sobie dziwię, że historia, która nie opiera się na faktach, wywarła na mnie tak silne wrażenie. Nie mogłam zasiąść do recenzji od razu, bo byłaby zbyt emocjonalna. Musiałam też poukładać sobie to wszystko w głowie. Teraz już tak bardziej na chłodno mogę bez cienia wątpliwości powiedzieć, że długo tej historii nie zapomnę. Nadzieja jest w moim odczuciu świetnie napisana i wprost nie da się od niej oderwać. A muszę przyznać, że u mnie to rzadkość, abym jednego dnia (nocy) przeczytała książkę. Refleksja na koniec? Chciałabym zobaczyć film na podstawie losów Lilou i Aleksieja...


Moja ocena: +5/6

Książkę przeczytałam w ramach projektu Rozmawiajmy.


***

Powiem Wam szczerze, że coraz bardziej zaczynam się zastanawiać nad sensem stawiania tych ocen pod recenzjami. Gdy zakładałam bloga, było to jakąś normą, którą przyjęłam, ale nie do końca właściwie się z tym czuję...  Przecież 5 dana jednej książce nie równa się 5 danej drugiej. Inne elementy wpływają na ocenę przy każdym tytule i próba generalizacji wydaje się utopijna. Raczej pomyślę o krótkich opisowych ocenach, np. "naprawdę warto", "szkoda czasu" itp. Albo zupełnie dam sobie z tym spokój...

wtorek, 26 czerwca 2012

Top 10: Ulubione symbole dzieciństwa


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu.

Dziś przyszła pora na... Ulubione symbole dzieciństwa!

pegasus, zbieranie karteczek do segregatora, skakanie w gumę, smerfy, tamagotchi

Beverly Hills 90210, frugo, gumy shock, złote myśli, pamiętniki

Czarodziejka z Księżyca, Dzieci z Bullerbyn, jojo, kredki bambino,
segregatory Życie Świata i Wielka Encyklopedia Polonica (dzisiejszy internet)

Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam własne Top 15. Ach, miałam świetne dzieciństwo... Tęsknię.

***

W czwartek dodam recenzję Nadziei Katarzyny Michalak. I myślę też intensywnie nad jakimś fajnym konkursem dla Was...

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Top 10: Najważniejsze nieprzeczytane książki


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu.

Dziś przyszła pora na... Najważniejsze nieprzeczytane książki!



To dość bolesny i ekshibicjonistyczny ranking. Zmusza mnie do przyznania się do swoich czytelniczych luk. Niektórych bardzo wstydliwych. Nie będę wypisywać tytułów, bo widać je dobrze na powiększeniu zdjęcia. Dodam jedynie, że ta konkretna książka Mankella występuje tylko symbolicznie - jako reprezentant twórczości pisarza. Najgorsze jest jednak to, że mogłabym dodać jeszcze wiele, wiele tytułów... Ale nie ma tego złego! Przynajmniej mam co robić do końca życia - czytać. Książki nie skończą się nigdy. :-)

piątek, 15 czerwca 2012

"Pokoje do wynajęcia" - Valerio Varesi


Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
Wydawnictwo: Rebis
Stron: 295

Podczas kolejnej podróży z kryminałem trafiłam do Włoch, a dokładnie do Parmy. Zbliżało się akurat Boże Narodzenie. Z każdego zakątka miasta wyzierała mgła, a w powietrzu czuć było zbrodnię. Nie musiałam na nią długo czekać. Zamordowana została staruszka - Ghitta Tagliavini - znana z wynajmowania studentom pokoi. Śledztwo powierzono komisarzowi Soneriemu, który w studenckich czasach często bywał w okolicy zbrodni, łączy go z nim wiele wspomnień. To nie będzie dla niego zwykłe dochodzenie, to będzie okrutne babranie się we własnej przeszłości, walka z własnymi demonami.

Soneri to człowiek bardzo nieszczęśliwy, który przeżył osobistą tragedią, a za przyczyną śledztwa w sprawie Ghitty przeżywa kolejną. To introwertyk chodzący własnymi ścieżkami. Mgła jest jego sprzymierzeńcem, bo dzięki niej kluczy w nocy zakątkami Parmy i łaczy w całość ledwo dostrzegalne fakty. Ciężkie okazuje się dla niego odkrycie, jak bardzo to miasto (a raczej jego fragment, który pamięta ze szczęśliwych lat studenckich) się zmieniło. Stało się moralną ruiną. Soneri zmuszony jest poddać demitologizacji własną młodość i własne wspomnienia. Nic nie jest już takie, jak zapamiętał. Gorzej - nawet wtedy nic (i nikt) nie było takie, jak mu się wydawało. Ani Ghitta, ani jego ukochana żona Ada... 
To miasto rozpada się na kawałki i nawet skorup nie można znaleźć.
Wsparciem dla Soneriego w tym mieście pełnym kłamstwa, korupcji i brudnych interesów są inspektor Juvara i Angela. Juvara to człowiek rzetelny, bystry i bardzo pomocny. Nigdy nie marudzi (nawet na najdziwniejsze zlecenia od Soneriego), jest chodzącym archiwum. Ponadto ma w sobie wiele empatii i dobroci, jest dla komisarza niezastąpiony. Angela to dziewczyna Soneriego. Chyba prawniczka, ale tak naprawdę o jej pracy niewiele wiadomo. Raczej stara się być oparciem i wyrywać Soneriego z ponurych podróży w przeszłość. To kobieta, która ma swoje zdanie i daleko jej do głupiej gąski czy pokornej owieczki. Dzięki niej Soneri koi nerwy i nie traci resztek wiary w lepsze jutro.

Pokoje do wynajęcia czyta się bardzo szybko. Nie umiem określić stylu pisarskiego autora, ale trzeba przyznać, że nie ma w nim zgrzytów. To nie kryminał, w którym wstrzymuję oddech i ostatnie strony przewracam z prędkością błyskawicy. Ma w sobie jakiś spokój, taki specyficzny rytm. Dla mnie ciekawsze i przyjemniejsze było kluczenie uliczkami Parmy, niż punkt kulminacyjny. I może dlatego czuję pewien niedosyt. Samo rozwiązanie zagadki śmierci Ghitty nie wprawiło mnie w osłupienie, nie wywróciło do góry nogami wszystkich moich teorii. Ciekawa jestem, czy taki ma właśnie sposób na kryminał Valerio Varesi? Może uda mi się odpowiedzieć na to pytanie po kolejnym spotkaniu.

Moja ocena: -5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

piątek, 1 czerwca 2012

O filmach [1]: na czym byłam w kinie?

Mam ogromne zaległości filmowe. Mnóstwo najnowszych produkcji wciąż nie widziałam i tylko dopisuję je sobie do "listy wakacyjnej", czyli listy rzeczy, które przeczytam, zobaczę, zrobię w wakacje. To pewnie trochę utopijna lista, bo rzeczywistość zawsze weryfikuje nasze plany, a tak po prawdzie - nigdy jeszcze nie udało mi się w stu procentach wykonać jakiegoś zamierzonego planu. Niemniej będę się starać i mam nadzieję, że będzie to miało swoje odbicie w moich letnich postach. 

Udało mi się jednakże zobaczyć przynajmniej dwie premiery tego roku, które zasługują na parę słów. Oba filmy bardzo mnie poruszyły i długi czas nie dawały o sobie zapomnieć. Nie będę Wam streszczać fabuły (kliknięcie na plakat, przeniesie Was do strony z opisem i wszelkimi szczegółami), ale napiszę trochę o moich subiektywnych odczuciach.

Róża
reż. Wojciech Smarzowski

Wiedziałam, że to spotkanie nie będzie łatwe i przyjemne, wszak to Smarzowski - reżyser Wesela i Domu złego, ale chyba nie spodziewałam się, że będzie aż tak ciężko. Że nie będę mogła wstać z fotela po zapaleniu świateł. Że dzień następny spędzę na ciągłym odtwarzaniu scen w głowie i wracaniu do najtrudniejszych momentów. Że będę miała niepokojące sny przez kilka następnych nocy. Ogrom brutalności i cierpienia, jakie reżyser zawarł w tym obrazie jest nie do wypowiedzenia. Jednak nie znajdziemy tu bezmyślnego epatowania przemocą. Znajdziemy za to historię miłości niemożliwej. Róża to mocny film, trudny, ale i ważny. Bardzo dobrze zrobiony - wszystko tu gra: zdjęcia, muzyka, aktorzy (Dorociński, Kulesza, Preis, Braciak). Naprawdę warto zarezerwować sobie wieczór na spotkanie z filmem Smarzowskiego, choć można wyjść po tym spotkaniu niezwykle zdruzgotanym wewnętrznie.




Nad życie
reż. Anna Plutecka-Mesjasz

Na ten film długo czekałam. Właściwie od pierwszych zapowiedzi wiedziałam, że muszę zobaczyć tę historię na dużym ekranie. Historia życia Agaty Mróz to idealny materiał na film. Heroiczna walka o dziecko w obliczu choroby - obok tego nikt nie przejdzie obojętnie. Dlatego też nie jest w tym przypadku istotne, że film to żadne arcydzieło, ot prosto sklejony obraz. Ważniejsza jest wszak sama wymowa, przekaz. Po zapaleniu świateł damska część widowni chowała chusteczki do torebek. Ja również. Nie sposób nie wzruszyć się na tym filmie. Polecam każdemu, kto kiedykolwiek słyszał o Agacie, ale szczególnie polecam tym, którzy tej historii nie znają. Piękna i wzruszająca opowieść. Ukłon w stronę niezwykłej kobiety, której już z nami niestety nie ma.