Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Rebis. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2013

"W cudzym domu" - Hanna Cygler


Wydawnictwo: Rebis
Stron: 360


Czasem sięgamy po konkretną książkę, bo zainteresował nas tytuł. Albo okładka. Albo opis z tyłu. Albo pierwsze zdanie. W przypadku tej książki wystarczyło mi jedno słowo, a nie miałam już żadnych wątpliwości, że W cudzym domu przeczytać muszę, jak i że będzie to czysta przyjemność. A słowo to brzmi… Cygler!

Hannę Cygler poznałam i polubiłam dzięki serii o Zosi Knyszewskiej. Ta niezwykła trylogia to kilka(naście) godzin wyrwanych z mojego życia, godzin fantastycznie spędzonych i które będę zawsze miło wspominać. Zdecydowanie przypadł mi do gustu styl tych książek, język, sposób prowadzenia akcji. Dlatego wiadomość, że autorka wydaje w tym roku swoją nową powieść, wywołała u mnie wiele radości. W cudzym domu to zupełnie inna historia, inna atmosfera, inne problemy. Ale wciągnąć potrafi równie mocno…

Autorka przenosi czytelnika w lata osiemdziesiąte XIX wieku. Czasy dość niespokojne. Polski nie ma na mapie, spiskowcy spotykają się w tajemnicy, carscy wysłannicy próbują śledzić ich każdy ruch. Obok tego kogoś wywożą na Sybir, ktoś dokonuje naukowych odkryć, a jeszcze ktoś inny próbuje zatuszować finansowe problemy. Ludzie właściwie zawsze tacy sami, tylko czasy inne. W cudzym domu to opowieść, której nie sposób określić jednym zdaniem czy wyrażeniem. Bo powiedzieć o tej książce, że jest powieścią historyczną, to zdecydowanie za mało. Nazwać ją romansem - wydaje mi się nieporozumieniem, spłyceniem problematyki. Nie jest to też kryminał czy powieść obyczajowa. To właściwe kompilacja tych wszystkich elementów, bez wyraźnej przewagi jednego. I świetnie - moim zdaniem.

Wątki i sytuacje są tak przeróżne, a bohaterowie tak liczni, że początkowo trudno się w tym odnaleźć. Jednak stopniowo karty zostają odkryte, historie się zazębiają, postaci przeplatają. Głównymi bohaterami tej rozbudowanej opowieści można nazwać chyba Luizę Sokołowską (polską Francuzkę lub francuską Polkę, która ucieka do ojczyzny ojca przed niechcianym małżeństwem i intrygami matki), Joachima Hallmanna (młodego naukowca, który próbuje znaleźć swoje miejsce na ziemi po odkryciu rodzinnych tajemnic), a także Dmitrija Szuszkina (radcę carskiego, który nienawidzi wszystkiego co polskie - do czasu, aż serce mu skradnie jedna niepokorna dziewczyna). Uczucie Luizy i Joachima wydaje się jednym z ważniejszych wątków, jednak dla mnie było jednym ze słabszych. Nieszczególnie uwierzyłam w tę miłość, wolałam ich perypetie, gdy żyli osobno - wtedy wydawali mi się zdecydowanie ciekawsi.  Moją ulubioną postacią, a także postacią napędzającą rozwój wydarzeń jest Rozalia. Początkowo jawi się jako nieopierzone i głupiutkie dziewczątko, ale z czasem okazuje się, że to dziewczyna z niezwykłym charakterem, niebywałą odwagą i sercem na dłoni dla swoich przyjaciół. Gotowa odsprzedać duszę diabłu, byle pomóc bliskim. Jej moralność jest być może dyskusyjna, a poczynania kontrowersyjne, jednak to ona była dla mnie w tej powieści najważniejszą i najciekawszą osobowością.

Autorka bawi się tutaj czasem. Historia została zamknięta w ośmiu latach życia bohaterów i lata te przeplatają się na kolejnych stronach (raz mamy rok 1880, potem 1888, za chwilę 1884 itp.) Lubię ten zabieg, bo zmusza czytelnika do większego skupienia nad książką, do myślenia, do łączenia faktów, pobudza wyobraźnię. Niemniej szkoda, że tyle intrygujących wątków (jak chociażby ten początkowy, francuski wątek Luizy!), tyle świetnie poprowadzonych akcji, zostało ledwie zarysowanych. Czuję ogromny niedosyt po przeczytaniu tej książki, dlatego niesamowicie cieszy mnie obietnica, złożona przez Hannę Cygler na ostatniej stronie, że "ciąg dalszy może kiedyś nastąpi". Mam nadzieję!

Moja ocena: 5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

***

Chyba powinnam się wytłumaczyć... Zamilkło mi się ostatnio. Sesja egzaminacyjna, zaliczenia, magisterka... Do tego kłopoty z komputerem. Chrzciny bratanicy. Byłam zmęczona. Książki czytałam, ale już z pisaniem recenzji było gorzej. Nastąpiła we mnie jakaś blokada. Mam więc trochę zaległości. Nie lubię pisać po tak długim czasie, wolę bardziej na świeżo, gdy żyję jeszcze tą jedną i konkretną książką. No ale niestety, tym razem przyjdzie mi stworzyć kilka opinii z dystansu. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie wyjdzie najgorzej. Postaram się wrócić do naszej książkowej blogosfery zarówno ciałem, jak i duchem.

Tylko niech już przyjdzie ta WIOSNA!!!

poniedziałek, 1 października 2012

"Przyszły niedokonany" - Hanna Cygler


Wydawnictwo: Rebis
Stron: 303

No i nadeszło długo oczekiwane spotkanie ze starymi znajomymi. Bo właśnie tak myślę o bohaterach serii Hanny Cygler. Za przyczyną książki Przyszły niedokonany po raz trzeci stałam się podglądaczem życia Zosi Knyszewskiej. Po przeczytaniu dwóch poprzednich części - Trybu warunkowego i Deklinacji męskiej/żeńskiej - miałam już wyrobione zdanie na temat twórczości autorki, a także znałam swoje odczucia wobec tej historii i jej bohaterów. Doskonale wiedziałam, czego się spodziewać i nic mnie właściwie nie zaskoczyło. Ale przecież wcale nie chciałam, żeby mnie zaskakiwano. Chciałam po prostu dowiedzieć się - co dalej?

A dalej działo się sporo, wszak Deklinacja męska/żeńska zakończyła się dość dramatycznie. Zdradzona Zosia uciekła od męża i od stolicy, aby odnaleźć wewnętrzny i zewnętrzny spokój w rodzinnym Gdańsku. I jak to u Hanny Cygler bywa - wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko. Zosia poznała niezwykłego mężczyznę, który (po niezbyt dobrym pierwszym wrażeniu) oczarował ją zupełnie. Franek zadziwił kobietę niezłomnością zasad, dobrym sercem, oddaniem bliskim. A także ogromną wyobraźnią i biznesowym wyczuciem. I ten biznes wchłonął główną bohaterkę, która postanowiła pokazać (chyba najbardziej byłemu mężowi), na co ją stać. Została wspólnikiem Franka i jego przyjaciela Władka. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki czytelnik obserwuje powstawanie coraz to nowych inwestycji - na początek restauracji i hotelu. Zosia odnajduje się w nowej roli znakomicie. Czuje się pewna siebie i niezależna. Czy uda jej się nareszcie odnaleźć ten upragniony spokój? Właściwie tak, ale droga do niego będzie wyboista...

Zbliża się powoli nowe tysiąclecie, a życie niektórych bohaterów tej historii zmienia się diametralnie. Ktoś się zaręcza, ktoś inny rozwodzi. Młodzi dorastają i idą na studia, starsi wciąż próbują się wyleczyć ze starej miłości lub zawalczyć o nią. Bardzo spodobało mi się to, że autorka poświęciła sporo miejsca na przeżycia młodych (w poprzednich częściach wręcz dzieciaków) - Rafała (brata Zosi), Krzysia (syna Witka) i Weroniki (córki Marcina i Aliny). Historia zatoczyła trochę koło, bo właśnie ci młodzi doszli do wieku, w którym byli główni bohaterowie pierwszej części serii. Miło jest obserwować, jakie zmiany pozachodziły w tych dzieciakach, na kogo wyrośli.

Nie można odmówić autorce pomysłowości, bo rzeczywiście dostarczyła czytelnikom w trzeciej części wiele emocji, a bohaterów wystawiła na wiele prób. Książka mnie wciągnęła i przeczytałam ją praktycznie bez odrywania się. Nie opuszczało mnie jednak przez cały czas jakieś dziwne wrażenie, że tym razem chyba za bardzo poniosła panią Cygler wyobraźnia. Zbyt piękne i gładkie wydawało się to biznesowe tło. Utopia wręcz. Niemniej podczas czytania Przyszłego niedokonanego nie należy myśleć o prawdopodobieństwie, a po prostu przyjąć, że tak się to Zosiowe życie poukładało. Ach, no i ta Zosia... Kobieta prawie czterdziestoletnia, ale momentami zachowująca się jak nastolatka. Trochę zbyt idealistycznie potraktowana postać - wszystkich sobą zachwyca, wszyscy do niej ciągną, każdy facet chce ją zaciągnąć do łóżka. No ale dobra, niech i tak będzie. Bo przecież nie będę się wiele czepiać, skoro naprawdę polubiłam tych bohaterów, a podglądanie kilkunastu lat ich życia było dla mnie niezwykłą przygodą.

Moja ocena: -5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

wtorek, 7 sierpnia 2012

"Deklinacja męska/żeńska" - Hanna Cygler


Wydawnictwo: Rebis
Stron: 311

Obiecałam, że powrócę do trylogii Hanny Cygler i słowa dotrzymałam. Nawet prędzej, niż bym się tego spodziewała. Druga część historii  - Deklinacja męska/żeńska - wciągnęła mnie równie szybko, równie mocno i równie wielki zostawiła niedosyt po przeczytaniu ostatniego akapitu, co Tryb warunkowy. W tym tomie autorka zmieściła dekadę z życia głównej bohaterki - dekadę ważną zarówno dla Zosi, jak i dla Polski. Dojrzewa na oczach czytelnika ta wyjątkowa dziewczyna, staje się kobietą świadomą, ale wciąż chwilami zagubioną i pełną strachu. Zmienia się kraj, w którym przyszło jej żyć, a te zmiany nie wszystkim wychodzą na dobre...

Autorka zaczyna tam, gdzie skończyła w pierwszym tomie. Zosia stoi nad grobem Marcina i próbuje ułożyć sobie dalszy plan na życie. Jak się okaże - w tym życiu ważną rolę odegra Witek, do którego dziewczynę ciągnęło od dawna. Jednak zanim para bohaterów będzie mogła się sobą nacieszyć, to czeka ich długa droga do siebie - droga pełna nieporozumień, zbiegów okoliczności i politycznych zawirowań. Moment ponownego spotkania okaże się tylko kolejnym punktem zwrotnym. Dużo będzie się działo w życiu panny (?) Knyszewskiej. Dużo będzie się działo w tym czasie w Polsce. Sporo można się z tej książki dowiedzieć o przełomie '89 roku, zdecydowanie bardziej zostało rozbudowane owe polityczne tło niż w części pierwszej. Nadal jednak bez nachalności i publicystyki, a jako część rzeczywistości, w której żyją bohaterowie.

Tym razem autorka postanowiła oddać głos także innej postaci - narracja jest prowadzona przemiennie przez Zosię i Witka. Podoba mi się ten zabieg, bo pozwala spojrzeć na daną sytuację z dwóch perspektyw, a szczególnie pod koniec książki ta podwójna perspektywa silnie oddziałuje i jest rzeczywiście ważna. Poza tym nie zauważyłam jakiegoś konkretnego odstępstwa od stylu Trybu warunkowego, co mnie cieszy, bo historia życia Zosi Knyszewskiej nie potrzebuje wyszukanej formy - wystarczy, że samo to życie jest już dość skomplikowane.

Książkę czyta się naprawdę błyskawicznie. Czasem mnie ta Zośka wkurzała, czasem bawiła, ale generalnie ją polubiłam. Na samym finale ryczałam jak bóbr, ale widać tą nadmierną emocjonalność mam wspólną z główną bohaterką. Hanna Cygler tak żywo nakreśliła tę historię i wszystkie postaci, że aż trudno mi uwierzyć, że to jedynie fikcja literacka... Czekam, czekam z niecierpliwością na ostatni tom trylogii. Tylko co ja zrobię po przeczytaniu całości? Zapewne będę tęsknić. Tak jak tęskni się za dobrymi znajomymi...

Moja ocena: +5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

sobota, 14 lipca 2012

"Tryb warunkowy" - Hanna Cygler


Wydawnictwo: Rebis
Stron: 273

Wystarczyło jedno spojrzenie na okładkę książki i informacja o tym, że główna bohaterka ma na imię Zosia, abym była "kupiona" przez Tryb warunkowy i Hannę Cygler już na wstępie. Bo cóż poradzę na to, że kolor zielony jest tym przeze mnie ulubionym, a "Zosia" to imię, które już dawno temu wybrałam dla swojej przyszłej córki? To spotkanie po prostu musiało być wyjątkowe i udane. A raczej - wyjątkowo udane. Intuicja mnie nie zawiodła. Rzadko zdarza mi się nie oderwać od książki przez całą podróż pociągiem, ale tak było tym razem. Relacja Toruń-Poznań długi czas będzie mi się kojarzyć z Zosią Knyszewską.

Książka ma ciekawą historię. To debiut literacki autorki (nieznanej mi wcześniej zupełnie, ale błąd ten na pewno naprawię!), która zaczęła książkę pisać w 1985 roku, ukończyła ją w 1997, a pierwsze wydanie Trybu warunkowego miało miejsce dopiero w 2004 roku nakładem Wydawnictwa Kurpisz. Nie przeczytałabym pewnie jeszcze długo tej książki, gdyby nie to, że Dom Wydawniczy Rebis postanowił wznowić całą serię o rezolutnej Zośce. Bo nie wspomniałam jeszcze najlepszego - Tryb warunkowy to pierwsza część z trzech (w kolejności są jeszcze: Deklinacja męska/żeńska i Przyszły niedokonany), które opowiadają o życiu pewnej gdańszczanki i różnych w tym życiu rewolucjach.

Pierwsza część obejmuje studenckie lata Zosi. Poznajemy dziewczynę w przełomowym dla niej momencie - dniu dostania się na studia (anglistykę) do Warszawy. Dowiadujemy się już na pierwszych kartach książki, że dziewczę od paru lat jest beznadziejnie zakochane w swym starszym kuzynie i właściwie czeka na oświadczyny, bo te studia...to tak niekoniecznie. Jak kubeł zimnej wody działa na Zosię informacja o zaręczynach ukochanego Marcina. Inna historia mogłaby pewnie tak się skończyć - złamanym sercem, pogrzebanymi marzeniami - ale tu to dopiero początek. Zosia zaczyna życie w Warszawie, znajduje przyjaciół, zachwyca mężczyzn swą urodą i rozkochuje w sobie, a także rozwija się, podróżuje i po prostu - dojrzewa. Z niewinnej i nieświadomej dziewczyny staje się pewną siebie i odważną kobietą. Jak to w życiu - z małymi potknięciami. Jej miłosne perypetie rozgrywają się na przemian między dwoma mężczyznami - wciąż nieodżałowanym Marcinem i pociągającym, ale skomplikowanym (a raczej ze skomplikowaną sytuacją rodzinną) Witkiem. A wszystko na tle wydarzeń przełomu lat 70. i 80. Strajki, stan wojenny.

Hanna Cygler znakomicie oddała klimat tamtych czasów. Pokazała inną perspektywę tych dramatycznych wydarzeń. Taką czysto ludzką perspektywę. Oddała ówczesne życie młodych ludzi, ich wzloty i upadki, ich dojrzewanie. Autorka cały czas posługuje się narracją Zosi, dzięki czemu bohaterka jest naszym przewodnikiem po świecie książki. Język utworu jest prosty, naturalny, jak rozmowa z koleżanką. Płynnie przechodzimy z jednego wydarzenia w drugie, z jednego roku w następny, z jednego miasta do innego. Styl autorki oraz przygody (szczególnie te miłosne) Zosi sprawiają, że Tryb warunkowy czyta się po prostu błyskawicznie i aż żal, że tak szybko się kończy. Ale, ale! Jak już wspominałam - to wcale nie koniec. I to jest w tym wszystkim najlepsze! Po zaskakującym finale czytelnik nie chce opuszczać bohaterki. Chce iść dalej jej ścieżkami i sprawdzić - gdzie i do kogo te ścieżki prowadzą...

Moja ocena: +5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

piątek, 15 czerwca 2012

"Pokoje do wynajęcia" - Valerio Varesi


Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
Wydawnictwo: Rebis
Stron: 295

Podczas kolejnej podróży z kryminałem trafiłam do Włoch, a dokładnie do Parmy. Zbliżało się akurat Boże Narodzenie. Z każdego zakątka miasta wyzierała mgła, a w powietrzu czuć było zbrodnię. Nie musiałam na nią długo czekać. Zamordowana została staruszka - Ghitta Tagliavini - znana z wynajmowania studentom pokoi. Śledztwo powierzono komisarzowi Soneriemu, który w studenckich czasach często bywał w okolicy zbrodni, łączy go z nim wiele wspomnień. To nie będzie dla niego zwykłe dochodzenie, to będzie okrutne babranie się we własnej przeszłości, walka z własnymi demonami.

Soneri to człowiek bardzo nieszczęśliwy, który przeżył osobistą tragedią, a za przyczyną śledztwa w sprawie Ghitty przeżywa kolejną. To introwertyk chodzący własnymi ścieżkami. Mgła jest jego sprzymierzeńcem, bo dzięki niej kluczy w nocy zakątkami Parmy i łaczy w całość ledwo dostrzegalne fakty. Ciężkie okazuje się dla niego odkrycie, jak bardzo to miasto (a raczej jego fragment, który pamięta ze szczęśliwych lat studenckich) się zmieniło. Stało się moralną ruiną. Soneri zmuszony jest poddać demitologizacji własną młodość i własne wspomnienia. Nic nie jest już takie, jak zapamiętał. Gorzej - nawet wtedy nic (i nikt) nie było takie, jak mu się wydawało. Ani Ghitta, ani jego ukochana żona Ada... 
To miasto rozpada się na kawałki i nawet skorup nie można znaleźć.
Wsparciem dla Soneriego w tym mieście pełnym kłamstwa, korupcji i brudnych interesów są inspektor Juvara i Angela. Juvara to człowiek rzetelny, bystry i bardzo pomocny. Nigdy nie marudzi (nawet na najdziwniejsze zlecenia od Soneriego), jest chodzącym archiwum. Ponadto ma w sobie wiele empatii i dobroci, jest dla komisarza niezastąpiony. Angela to dziewczyna Soneriego. Chyba prawniczka, ale tak naprawdę o jej pracy niewiele wiadomo. Raczej stara się być oparciem i wyrywać Soneriego z ponurych podróży w przeszłość. To kobieta, która ma swoje zdanie i daleko jej do głupiej gąski czy pokornej owieczki. Dzięki niej Soneri koi nerwy i nie traci resztek wiary w lepsze jutro.

Pokoje do wynajęcia czyta się bardzo szybko. Nie umiem określić stylu pisarskiego autora, ale trzeba przyznać, że nie ma w nim zgrzytów. To nie kryminał, w którym wstrzymuję oddech i ostatnie strony przewracam z prędkością błyskawicy. Ma w sobie jakiś spokój, taki specyficzny rytm. Dla mnie ciekawsze i przyjemniejsze było kluczenie uliczkami Parmy, niż punkt kulminacyjny. I może dlatego czuję pewien niedosyt. Samo rozwiązanie zagadki śmierci Ghitty nie wprawiło mnie w osłupienie, nie wywróciło do góry nogami wszystkich moich teorii. Ciekawa jestem, czy taki ma właśnie sposób na kryminał Valerio Varesi? Może uda mi się odpowiedzieć na to pytanie po kolejnym spotkaniu.

Moja ocena: -5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

wtorek, 6 marca 2012

"Bielszy odcień śmierci" - Bernard Minier


Tłumaczenie: Monika Szewc-Osiecka
Wydawnictwo: Rebis
Stron: 510

 Ludzie są jak góry lodowe. Pod powierzchnią kryje się cała masa niedopowiedzeń, cierpienia i tajemnic. Tak naprawdę nikt nie jest tym, na kogo wygląda.

Zima. Pireneje. Wokoło tylko śnieg i góry. I coś jeszcze... Tajemnice sprzed lat, które zaczynają stopniowo wychodzić na wierzch i odkrywają mroczne oblicze pozornie urokliwego miasteczka - Saint-Martin. Klimat tej historii od samego początku jest determinowany przez miejsce wydarzeń, dlatego czytelnik może czuć się niepewnie w tej mrocznej, dusznej, ciasnej i rażącej bielą w oczy przestrzeni. 

Wszystko zaczyna się od niekonwencjonalnej zbrodni na koniu, do której zbadania zostały wyznaczone siły policji i żandarmerii. Chwilowe traktowanie historii z przymrużeniem oka staje się zupełnie poważne, gdy ginie człowiek... Śledztwo prowadzą komendant Martin Servaz - czterdziestoletni rozwodnik walczący z własnymi demonami z przeszłości oraz kapitan Irene Ziegler - silna kobieta o wielu talentach i wielu tajemnicach. 

Intryga rozwija się powoli, pytania stopniowo nagromadzają, atmosfera zagęszcza. Kolejne furtki otwierają się, a drogi zaczynają prowadzić w różne miejsca... To do Instytutu, w którym trzymani są najgroźniejsi zbrodniarze z Europy (chorzy psychicznie), którego szefem został dość podejrzany człowiek imieniem Xavier i do którego trafiła ze Szwajcarii młoda i ciekawska pani psycholog Diane Berg. To do starego ośrodka kolonijnego znajdującego się opodal, opustoszałego dziś, a kiedyś odwiedzanego przez większość dzieciaków z miasteczka, których rodziców nie było stać na wakacje.

Silnym punktem tej historii są bohaterowie, a w szczególności wspomniani wcześniej Servaz i Ziegler. Intrygująca jest też postać największego zbrodniarza - Juliana Hirtmanna, którego DNA znaleziono przy ciele konia. Moją osobistą sympatię zyskał podwładny Servaza, Vincent Esperandieu - dobrze ubrany, piekielnie inteligentny, o szerokich kontaktach miłośnik technologicznych nowinek i świetnej muzyki, a także mąż i ojciec posiadający rodzinę jak z obrazka... Wiele obiecywałam sobie po postaci Xaviera, ale mam wrażenie, że jego wątek został niezakończony i właściwie trochę o nim zapomniano. Nieco bezbarwna i nie pogłębiona psychologicznie wydawała mi się ponadto Diane Berg...

W tej opowieści każdy skrywa jakieś tajemnice, nic nie jest pewne. I choć jedną z niewiadomych udało mi się szybko rozszyfrować, to w najważniejszej kwestii - wytypowania mordercy - byłam przez długi czas w błędzie, co bardzo mnie cieszy, bo przecież cóż by to był za kryminał, gdyby tak łatwo dało się go rozwikłać? Książka jest napisana przejrzystym językiem, dobrze zredagowana (błędy można policzyć na palcach jednej ręki), porusza ciekawe  i trudne tematy (choć szkoda, że szpital psychiatryczny nie został bardziej wykorzystany), ma intrygujących bohaterów i po prostu sprawia, że nie sposób się od niej oderwać póki nie przeczyta się ostatniej strony.

Bielszy odcień śmierci został okrzyknięty najlepszym kryminałem 2011 roku we Francji, co jest o tyle zaskakujące, że to debiut autora - Bernarda Miniera. Trudno uwierzyć, że tak znakomicie dopracowana powieść, tak świetnie poprowadzona intryga jest dopiero początkiem możliwości pisarza. Tym bardziej z niecierpliwością będę oczekiwać jego następnej książki. Kto wie, może spotkam ponownie swojego starego znajomego - Servaza?

 Moja ocena: -6/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

poniedziałek, 21 listopada 2011

"Dom Jedwabny" - Anthony Horowitz.


Tłumaczenie: Maciej Szymański
Wydawnictwo: Rebis
Stron: 304

Od jakiegoś czasu czułam podskórnie potrzebę kryminału w mych czytelniczych przygodach. Po przeczytaniu Domu Jedwabnego zrozumiałam, że właśnie takich doznań mi teraz potrzeba. Muszę jednak przyznać, że przystępowałam do pierwszych stron z pewnym niepokojem, wszak nie znałam wcześniej historii Sherlocka Holmesa, nie zaczytywałam się tekstami Arthura Conana Doyle'a i nie miałam pewności czy świat wykreowany przez Horowitza mnie zainteresuje. Ale zainteresował, nawet więcej - pochłonął bez reszty!

Anthony Horowitz to angielski pisarz i scenarzysta. "Nowego Sherlocka Holmesa" (określenie z okładki) tworzył przez osiem lat. Znawcy tekstów o tym sławnym detektywie powtarzają, że Horowitz znakomicie oddał klimat książek Doyle'a. Ja porównania nie miałam, ale nastrój książki był dla mnie naprawdę wyjątkowy i nie pozwalał na oderwanie się od niej nawet na chwilę. 

Dom Jedwabny nie jest kontynuacją przygód Holmesa, ale zapisem dwóch spraw połączonych ze sobą, które wierny przyjaciel detektywa, a także jego kronikarz - dr Watson - zgodził się opublikować dopiero po stu latach. Charakter sprawy pod tytułem "Dom Jedwabny" wymagał ostrożności, a także dotrzymania pewnych obietnic, dlatego tak późno czytelnicy poznają tę nieznaną część z życia Sherlocka.

Wszystko zaczyna się od wizyty niepozornego marszanda Carstairsa, który prosi detektywa o pomoc, gdyż boi się o swoje życie. Prześladuje go człowiek w kaszkiecie. Od tego momentu pytania zaczynają się mnożyć, szczególnie, gdy dochodzi tajemnica pochodzenia jedwabnej białej wstążki na ręce pewnej ofiary... Jedno jest pewne - nie zamierzam streszczać fabuły, bo Horowitz tak pięknie ją prowadzi, że aż głupio próbować ubierać ją w ogólniki.

Metoda dedukcji Holmesa mnie zachwyca. Zwraca on uwagę na takie drobiazgi, których zwyczajny człowiek po prostu nie dostrzega. Najbardziej podobały mi się monologi wyjaśniające, kiedy Sherlock opisywał krok po kroku swoje spostrzeżenia. Czytałam i uśmiechałam się sama do siebie, myśląc - co za człowiek! Aż ciężko uwierzyć, że to tylko wytwór wyobraźni...

Książkę czyta się błyskawicznie. Trzyma w napięciu do samego końca. Język Horowitza jest znakomity, dopracowany w każdym szczególe (jednak było to osiem lat pracy) i wręcz pozwala czytelnikowi na "płynięcie" przez kolejne zdania. Bez wahania mogę polecić tę książkę każdemu, bez względu na to czy jest fanem znanego detektywa, czy też (jak ja) spotka się z jego historią po raz pierwszy.

Moja ocena: 6/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

czwartek, 15 września 2011

"Ostatni taki Amerykanin" - Elizabeth Gilbert.


Tłumaczenie: Marta Jabłońska-Majchrzak
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
  Stron: 392

Zanim przejdę do recenzji książki, chciałabym usprawiedliwić swoje milczenie. Wszystkiemu winny jest Europejski Kongres Kultury, podczas którego byłam wolontariuszką. Myślałam, że uda mi się napisać przed wyjazdem do Wrocławia, ale rola koordynatora wolontariuszy tak mnie pochłonęła, że doba była niestety za krótka. Liczyłam, że może we Wrocławiu znajdę chwilkę, ale praca na miejscu była jeszcze bardziej wyczerpująca i wymagająca niż ta przed wyjazdem. Zaraz po powrocie trafiłam na swoje własne urodziny, więc dopiero teraz mogę na spokojnie przysiąść, opisać wrażenia po przeczytaniu tej zupełnie niezwykłej historii i poodwiedzać Wasze blogi. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście/łyście o mnie tak kompletnie...

* * *

Uwielbiam takie książki. Uwielbiam prawdziwe historie, których ciąg dalszy mogę znaleźć w Internecie. Uwielbiam to, że ostatnia strona wcale nie oznacza pożegnania z bohaterem. Jestem bardzo wyczulona na fałsz, dlatego książki i filmy oparte na faktach trafiają do mnie mocniej, głębiej, a emocje po nich zostają na długo. Ostatni taki Amerykanin Elizabeth Gilbert to właśnie ten przypadek...

Nie czytałam bestsellerów Gilbert w rodzaju Jedz, módl się i kochaj czy I że Cię nie opuszczę. Nawet nieszczególnie miałam pojęcie, o czym te książki opowiadały. Zapamiętałam jedynie tyle, że w filmowej adaptacji grała Julia Roberts, dlatego pomyślałam, że Gilbert to pewnie taka "babska" autorka, pisząca romantyczne historie. Jakże miłe przeżyłam zaskoczenie!

Ostatni taki Amerykanin to właściwie biografia urwana w połowie. Biografia Eustace'a Conway'a - wyjątkowego człowieka, który od wielu, wielu lat wiedzie życie w zgodzie z naturą. Autorka poznała Eustace'a dzięki jego młodszemu bratu. Przeprowadziła wiele rozmów z ludźmi ważnymi w życiu głównego bohatera tej opowieści oraz z nim samym. Ta książka to również miejsce rozważań na temat pogranicza, utopii oraz dzisiejszego konsumpcyjnego, materialistycznego podejścia do życia.

"Zanim skończył siedem lat, Eustace Conway tak celnie rzucał nożem, że mógł przyszpilić nim pręgowca amerykańskiego do pnia drzewa. Nim skończył dziesięć, z odległości pięćdziesięciu stóp strzałą wypuszczoną z łuku trafiał biegnącą wiewiórkę. Kiedy skończył dwanaście, wybrał się do lasu, gołymi rękoma wybudował sobie szałas i przeżył tam tydzień, odżywiając się tym, co było wokół. Kiedy skończył siedemnaście lat, wyprowadził się ostatecznie z domu rodzinnego i ruszył w góry, gdzie zamieszkał w skonstruowanym przez siebie tipi, rozpalał ogień, pocierając o siebie dwa patyki, kąpał się w lodowatych strumieniach i ubierał w skóry zwierząt, które upolował i zjadł."

Eustace Conway już od małego różnił się od swych rówieśników. Interesowała go przyroda, kultury pierwotne, nabywanie umiejętności, które dziś wydają się niepotrzebne, bo przecież wystarczy pójść do sklepu lub wykonać jeden telefon. Eustace uczył się prawdziwego przetrwania, żeby w końcu w wieku siedemnastu lat opuścić dom, zostawiając ukochaną matkę, ojca despotę (który uważał Małego Eustace'a za porażkę swojego życia), trójkę młodszego rodzeństwa i zacząć żyć "po swojemu".

Ostatni taki Amerykanin to historia o utopii. Eustace był idealistą, który obrał sobie za cel nawrócenie Amerykanów na właściwą ścieżkę. Stworzył w Appalachach "Żółwią Wyspę", w której prowadził obozy letnie dla dzieci i program dla praktykantów. Uczono tam ciężkiej pracy, pokory, pierwotnych umiejętności. Eustace'owi wydawało się, że ocali swój kraj, jeśli tylko pokaże jego mieszkańcom, jak można żyć. W zgodzie z naturą. Rozbudowując wyspę, jednocześnie jeździł po szkołach i dawał wykłady o życiu w lesie, a także podejmował kolejne wyzwania, stawiając sobie coraz to wyższą poprzeczką (chciał iść wciąż naprzód, naprzód...) - przeszedł pieszo Szlak Appalachów (około dwa tysiące mil), przejechał na koniach w poprzek Ameryki...

Początkowo zachwycałam się Eustace'em bezkrytycznie, ale w pewnym momencie zaczął się odsłaniać człowiek bardzo samotny, który nie potrafi nawiązać kontaktu z ludźmi, bo jest dla nich zbyt wymagający. Człowiek, który umie kochać jak mało kto, ale nie jest w stanie zatrzymać przy sobie ukochanej kobiety (tych kobiet było w jego życiu całkiem sporo). Człowiek właściwie despotyczny, w którym wciąż siedzi mały chłopiec marzący o tym, aby ojciec go nareszcie pochwalił. Wszystkie działania dorosłego już Eustace'a były w pewnym sensie próbą zwrócenia uwagi ojca.

Eustace dochodzi do wniosku, że życie mu jednak nie wyszło, tak jak planował. Ludzie od niego odchodzą, nie może nikomu naprawdę ufać, wciąż nie znalazł żony, która zechce urodzić trzynaścioro dzieci. No i nie ocali świata swoją "Żółwią Wyspą".

To dobra i ważna książka, bo pozwala także zastanowić się nad samym sobą i swoim nastawionym na materialność i wygodę życiem. Jest też ciekawie napisana, a każdy rozdział posiada jakby osobne motto. Jednak dwóch rzeczy mi zabrakło: chociaż paru zdjęć (nawet czarno-białych), które wspomogłyby wyobraźnię i przede wszystkim - dalszego ciągu. Historia urywa się w roku 2000/2001, a przecież to całe dziesięć lat! Brakuje mi choćby króciutkiego rozdziału o tej ostatniej dekadzie z życia Eustace'a. Czuję niedosyt.

Moja ocena: -5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis.

Eustace Conway